Obserwatorzy

środa, 11 kwietnia 2012

Z papieru na tkaninę



Nożyczki naostrzone, forma zrobiona – czas kroić.

Materiały zdekatyzowane…

To bardzo ważne. Materiały różnie reagują na kontakt z wodą. Z reguły się kurczą. Czasem po długości, czasem po szerokości, czasem – z obu kierunków ;-) I żeby nie było niespodzianek – powinno się je zdekatyzować przed krojeniem. Czyli – potraktować wodą.

Jak? W pralce, umywalce albo miednicy – zależy, ile tego mamy ;-) W jakiej temperaturze? W takiej, w jakiej będziemy prać. Ponieważ każdy ma swoje przyzwyczajenia – można ustawić pralkę na 40 albo 60 stopni, wlać do umywalki wodę bardzo gorącą albo bardzo ciepłą. Lepiej tak – niż wcale ;-) Dekatyzując w pralce nie trzeba wsypywać proszku ani wlewać płynu do płukania, można też – o ile pralka na to pozwala – po wypompowaniu wody /po zakończeniu etapu prania/ ominąć płukanie i od razu ustawić wirowanie.

Jeśli śpieszno bardzo – można zdekatyzować prasując materiał żelazkiem ustawionym na możliwie znośną dla materiału wysoką temperaturę, ustawiając maksymalny wyrzut pary i dodatkowo spryskując materiał wodą ze spryskiwacza.

Czego nie dekatyzuję? Tego, co się nie kurczy ;-) A kurczy się bawełna, len, wiskoza, wełna /o ile nie planuję wyłącznie czyszczenia chemicznego/ i lycra. Kurczą się podszewki. Zatem nie dekatyzuję materiałów syntetycznych oraz przeznaczonych do czyszczenia „na sucho” w pralni. Jeśli nie jestem pewna, co mam w ręku – na wszelki wypadek zamoczę, żeby nie umoczyć ;-)

Nie wiem na 100 % z czego jest zrobiony materiał na moją kurtkę /wiekowy jest bardzo, wygląda na bawełnę, ale może być mieszanką/, więc go zdekatyzowałam i wysuszyłam.  Nawet się bardzo nie pogniótł, więc odpuściłam sobie prasowanie. Nie mam pojęcia, która strona jest prawa, która lewa, więc po prostu wybrałam jedną z nich ;-) Po obu wygląda tak samo, ale ważne jest, żeby zachować konsekwencję. Czasem się zdarza, że pod wpływem np. innego oświetlenia zacznie być widoczne, że coś zostało skrojone chaotycznie i bez sensu, że materiał zacznie inaczej odbijać światło na różnych częściach odzieży – i wtedy klops… Więc – kroję układając części formy po tej samej stronie materiału i w tym samym kierunku .  U mnie jest to akurat odwrotnie, niż zaplanowano ;-) Ma to związek z gatunkiem materiału, którym posłużono się  w oryginale /doppio crepe misto lana/ , ale że mój materiał  nie ma włosa – skroję po swojemu ;-)

Model jest asymetryczny, więc części formy będę układać na prawej stronie materiału. Generalnie – uważam, że warto wyrobić w sobie nawyk układania form zawsze po tej samej stronie, Jeśli wolimy po lewej – bo łatwiej nanieść kredą czy kredką np. punkty styczne – to się tego trzymajmy. Jeśli po prawej – bo widać wtedy strukturę i nadruk na materiale – to też dobrze. Grunt to przyswoić sobie jakąś swoją zasadę – odpadnie w przyszłości, przy materiałach z nie odznaczającą się stroną prawą czy lewą, zastanawianie się, jak to ja właściwie ułożyłam materiał – tak czy tak i która strona jest która…

Muszę się zastanowić, czy i gdzie skracać formę – z powodu moich niedoborów wzrostowych. Najpierw przód i wysokość zaszewki. Widać po łukach wykroju, że fason nie jest szczególnie mocno dopasowany, więc aptekarska /a raczej – kreślarska/ precyzja nie jest – mam nadzieję – potrzebna. Ułożyłam obok siebie formę środkowej części i część boczną tak, żeby dolne krawędzie były w jednej linii i w ten sposób znalazłam czubek zaszewki. Zmierzyłam odległość od nasady szyi i porównałam do siebie – może być ;-)


Prawa część przodu – krawędź wewnętrzna jest jednocześnie linią kierunku nitki. Odmierzyłam jednakową odległość od brzegu materiału w dwóch odległych miejscach – wiem teraz, że krawędź wewnętrzna powinna się pokrywać z nitką osnowy.

Na dolnej krawędzi górnej części kurtki dodałam minimalny zapas na szwy – forma będzie skrócona w okolicy talii. Natomiast na dolnej krawędzi dołu dodałam „przepisowe” 4 cm, mimo że najprawdopodobniej i tak będę musiała ją skrócić. Ale materiału mam mnóstwo, więc lepiej dodać zawczasu, niż się potem zastanawiać…



Rękaw. Pomierzyłam się i niby to wyszło, że długość mojej ręki zgadza się z długością w tabeli rozmiarów ;-) Ale tak dobrze to jeszcze nigdy nie było ;-) Przyłożyłam formę rękawa do siebie – oj, przynajmniej 6 cm do skrócenia ;-) Skrócić od samego dołu nie wystarczy. Rękaw jest profilowany i jeśli go utnę tylko od dołu – nie będzie dobrze leżał. Składam więc formy rękawa gdzieś nad łokciem, pilnując żeby nie wykrzywić linii kierunku nitki. Znów półpergamin górą – widzę linię przez półprzejrzysty papier ;-) Obie części formy składam w tym samym rejonie, czyli tej samej odległości od pachy.



Zaginam zakładkę jeszcze raz – rękaw skrócony o 2 centymetry. Być może na szerszej części formy jest to lepiej widoczne, bo zadarłam zakładkę do góry. Na dole rękawa dodam tylko 1 cm dodatku na szwy – właściwie na wszelki wypadek, bo rękaw będę musiała i tak skrócić od dołu.




Układam formę rękawa z zakładką na materiale. Linia kierunku nitki w zasadzie idealnie prosta, znów powtarzam odmierzanie od krawędzi materiału.



Gorzej, gdy nie ma brzegu do odmierzenia, bo już odcięty… Trzeba wtedy wytężyć wzrok i postarać się tak ułożyć wykrojoną już formę prawą stroną do prawej, żeby faktura tkaniny na części już skrojonej zgodziła się możliwie idealnie z przebiegiem osnowy i wątku na pozostałym kawałku materiału. 


Po wykrojeniu części odnajduję punkty styczne na formie i przenoszę je na materiał zaznaczając niewielkim nacięciem. Można też stosować kredę, pisaki krawieckie albo kredki, ale nacięcie ani nie otrzepie się z materiału, ani z niej nie zniknie, więc jest dla mnie bardziej pewne ;-)










Główne elementy skrojone. Nie śpieszę się z krojeniem odszyć i kołnierza – tam się coś zawsze może zmienić i lepiej poczekać na przymiarkę…



4 komentarze:

  1. Ja czasami sie boję nacinać te punkty styczne, bo jak będzie za ciasno a tu już nacięte? Rzadko dekatyzuję piorąc, no chyba że 100% wież że to naturalna mieszanka, a jak nie to para buch- gorzej z tendencją układania w tą samą stronę, czasami tkaniny mam ciut za mało i plany się zmieniają i czekam do następnego prania czy się nic nie przekręci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nacinam tycio, tak na pół centymetra - tyle, co na minimalny szew ;-)

      A do wody lecę z materiałem już z nawyku chyba ;-)

      Usuń
  2. Dekatyzownie jak się okazuje to podstawa - ja się przekonałam kilka razy niestety, że jak się o nim zapomni, to cała praca na nic i po wypraniu, możemy wyrzucić to co właśnie uszyliśmy. Punkty styczne też nacinam, inaczej mi się zmazują. Pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnych rzeczy nie da się ominąć ;-)

      Usuń