Obserwatorzy

sobota, 7 kwietnia 2012

Zamiast szycia…


 Zamiast szycia dziś – pieczenie ;-) Taki czas – wielkanocny.

Zatem – zamiast skupiać się na czymś innym, bardziej związanym z tematem bloga – pozwólcie, że złożę Wam życzenia. Po prostu i od serca – wszystkiego najlepszego.

Jak wszystkiego – to wszystkiego ;-) I zdrowia, i radości, i pogody w sercu i za oknem.

Żeby nam się lepiej szyło… ;-)

I tu się muszę wytłumaczyć – słabo idzie blogowanie. Słabo, bo po pierwsze – jestem zaangażowana w śpiew chóralny, a pracy mamy teraz co niemiara. Po drugie – wyskoczyła mi nagła i niespodziewana potrzeba uszycia bluzki. Uszyć jeszcze nie uszyłam, ale obmyślanie co i jak zaprząta moją głowę. Przez to kurtka jakoś mi nie leży ;-) Ale – obiecuję „obskoczyć” jedno i drugie ku ogólnemu zadowoleniu ;-)

Przesadziłam z tym „ogólnym”.

Ach, i jeszcze jedno mi się nasunęło – czego zabrakło w poprzednim poście! Zabrakło paru słów o nożyczkach! W kontekście wycinania formy papierowej!

Jak najdalsza jestem od promowania marek i firm. Kto mnie zna z różnych miejsc w internecie wie, jakie jest moje podejście do licytowania się „a ja mam to, a ja mam tamto”. A zwłaszcza „tylko i wyłącznie to lub tamto”. I szczególnie „nigdy w życiu to czy tamto”. Jak szyć to tylko maszyną X, nićmi Y i najlepiej – z jedwabiu…

A tymczasem – kiepskiej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy.

Szycie nie jest zajęciem dla elit. To jedno z najdawniejszych, najstarszych zajęć człowieka. Jego celem jest – uszycie – czegoś, a nie – szycie – czymś. Oczywiście, sam proces szycia jest dla jednych większą, dla innych mniejszą przyjemnością i wielkie znaczenie ma, czym się w nim posługujemy. Ale… Ale najważniejsze jest, aby sprzęt był sprawny, a posługująca się nim osoba – oswojona z nim, ba – wręcz zaprzyjaźniona. Tak, jak moja babcia, która w kuchni posługiwała się jednym nożem – dla mnie, dziecka wtedy, wyglądającego jak maczeta. Babcia obierała nim ziemniaki i cebulę, kroiła mięso i chleb. Nie zamieniłaby go na obieraczki, noże z piłkami czy inne  cuda. Była świetna w posługiwaniu się swoją maczetą.

I nie usłyszycie ode mnie, że jeśli sprzęt to takiej czy innej marki.

Za to usłyszycie na przykład, że jeśli bierzecie się za szycie, powinniście mieć dwie pary nożyczek.

Koniecznie. Co najmniej dwie, ale dwie – to minimum.

Dlaczego? Bo nic tak nie tępi nożyczek, jak papier! I widać to krojąc nie gruby, a cieniutki materiał… Jakiś szyfon, którego nitki rozjeżdżają się pod ostrzami nożyczek, ale trwają w nierozciętym uporze… Szyfon, który rozkładałam i rozciągałam na stole starannie i dokładnie, a który teraz po każdym pociągnięciu tępymi nożyczkami jedzie w sobie tylko znanym kierunku…

Najtrudniej przekonać o tym współdomowników, którzy patrzą i kiwają głowami, gdy się o tym mówi po raz setny…

Trzeba od razu im pokazać nożyczki do materiałów – zaznaczyć je jakoś, jeśli mamy w domu podobne. Sterroryzować, grożąc karą niebywałą, bądź to wybraną przez siebie, bądź zesłaną na nasze wołanie przez siły nadprzyrodzone. Niech się nie ważą, niech się boją. Bo krojenie jest jednym z pierwszych etapów szycia i jeśli nożyczki albo znikną, albo okażą się tępe już na tym etapie – to całe szyciowe przedsięwzięcie zamienia się od pierwszego podejścia w koszmar i walkę… A miało być przyjemnością…

Bardziej serio – nożyczkami do materiałów kroję tylko materiały. Jakie to mają być nożyczki? Ostre, wygodne, poręczne, nadające się do ostrzenia. Do wszelkich innych pasmanterii, papieru czy fiszbinów – używam jakichkolwiek, jakie mi wpadną w rękę i „dają radę”.

Mówiąc o ostrzeniu – pewna krawcowa „sprzedała mi” zapewne znany patent. Potrzebna jest gruba, twarda, stalowa igła. Mam do tego celu ulubione „cerówki”, które lubię nie tylko z tego względu, że ostrzę nimi nożyczki. Zatem – nożyczki w prawą, igła – w lewą rękę. I tniemy. Tzn. próbujemy, udajemy, że tniemy igłę. Zaciskamy na niej nożyczki, przesuwając igłę w kierunku czubka nożyczek i jednocześnie zamykając nożyczki. Parę takich ruchów – i żaden szyfon nożyczkom niestraszny!

To już chyba wszystko na dzisiaj. Idę do kuchni… ;-)

Jeszcze raz – Wesołych Świąt!

13 komentarzy:

  1. Bardzo cenne uwagi na temat nożyczek. Ja sobie chyba stępiłam papierem już ze 3 pary - zostały największe nożyce, które jeszcze papieru nie dotykały i jeszcze dają radę przy cięciu materiałów. Muszę wypróbować Twój sposób z ostrzeniem. Ciekawe czy te nożyczki, które już popsułam da się jeszcze tak naostrzyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jeśli tylko nie mają ząbków - powinno się dać. Jestem wierna swoim nożycom /w sumie - do krojenia tkanin używałam przez całe te lata może tylko ze dwóch par nożyczek/, były wyrywane z rąk córkom i mężowi ;-) i wciąż nie mam ochoty ich wymienić - więc chyba takie ostrzenie zdaje egzamin ;-)

      Usuń
  2. Ja nozyczki do tkanin chowam!!!Taka jestem wredna. A ostrzenie sama praktykuje, kiedys mama mi sprzedala taki patent i to sie faktycznie sprawdza.
    Co do pieczenia i tym podobnych, to juz wszystko co mialam przygotowac na swieta przygotowalam. A sobotnie popoludnie zostawilam dla siebie, na zabiegi pielegnacyjne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Łatwo schować, ale gorzej, gdy konkurencja wie, gdzie szukać... ;-) Bo nawet jeśli mają pięć par różnych nożyczek, to nigdy nie ma ich tam, gdzie szukają. A mamine, do materiałów - są tam, gdzie zawsze... A już największym przestępstwem było podebranie ich "na chwilę" w trakcie, gdy ja robiłam wykrój. W trakcie samego szycia to już nie było takie łatwe ;-)

      Upiekłam, co upiec miałam, teraz odpoczywam - do wieczora...

      Usuń
    2. Gorzej, gdy konkurencja wie, gdzie szukac...hehe usmialam sie po pachy! U mnie znow jesli gdzies je zostawie chocby na chwilke, to zaraz znajduja sie tacy,co musza nimi jakis kabelek albo drucik uciac, co jak wiemy jest smiercią dla nozyczek ,,szyciowych".

      Usuń
    3. Kabelek albo drucik... Trauma najgorsza - ale też się zdarzało... Wrrr...

      Usuń
  3. Miłych Świąt :)
    Jak pozwolisz, to sobie przycupnę z boku i będę podpatrywała,
    co szyjesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja sobie popatrzę, jak przędziesz i wojujesz z uprzędzionym... :-) Szczerze podziwiam...

      Usuń
  4. Wypróbowałam Aniu Twój "przepis na ostrzenie" jak tylko poznałam Cie na forum ...
    Rewelacyjny sposób ostrzenia.Nożyce moje ,własne do tkanin,chowam.Nie mam wyboru.

    Zdrowych,rodzinnych i spokojnych Świąt Aniu życzę -
    dla Ciebie i Twojej Rodziny


    Kora

    OdpowiedzUsuń
  5. Od początku używam tanich tescowych nożyczek do papieru, te do materiałów mają tylko to jedyne przeznaczenie. A patent z ostrzeniem nożyczek świetny. Sprawdziłem na tych papierowych i się sprawdza :)

    Przyjemności na resztę godzin tych świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo! I wzajemnie! Ręce już świerzbią, zajęłam się na razie drutami ;-)

      Usuń
  6. A ja mam 3 pary nożyczek. Jedne do materiałów (choć wcale przystosowane do nich nie są, po prostu są tak ostre i tak dobrze się nimi tnie, że są TYLKO do materiałów), a dwie do papieru itp.
    Sposób na ostrzenie wyniosłam z pracy, muszę przyznać, że jest jak najbardziej skuteczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli - ostrzałkom mówimy: NIE!!! ;-)))

      Usuń