Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pozycjonowanie igły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pozycjonowanie igły. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 listopada 2012

Płaszcz zimowy – czyli im dalej w płaszcz, tym wiecej zdjęć...




Chłodno się zrobiło, chodzić nie ma w czym… To znaczy – ma, ale jakoś tak się stało, że w szafie same kurtki. A kurtka nie zawsze pasuje… Nie ma co, trzeba uszyć płaszcz.

Miałam w zapasie resztki /ha ha, resztki!/ ciepłego wełnianego flauszu w prążki. Resztek okazało się na tyle dużo, że skroił się z nich płaszcz do kolan ;-) Co prawda – krojąc kołnierzyk i stójkę skapitulowałam i jedną warstwę musiałam skroić z dwóch części, ale to żaden problem. Nie wiem, z czego się bardziej cieszę – z nowego płaszcza, czy ze znaczącego ubytku w zapasach materiałów ;-)

Na warsztat znów wzięłam Knipmode – z listopada 2011 – i płaszcz  „wielowariantowy”.



W sumie – pokombinowałam go jeszcze inaczej – z pierwszego od góry usunęłam wszelkie falbanki /to za bardzo trąci ubiegłym sezonem ;-)/ i dodałam pasek z trzeciego.

Przody podprasowałam sztywnikiem, dodałam go też wokół główki rękawa na rękawach właśnie i na formach tyłu.

W pionowych szwach płaszcza ukryte są kieszenie zapinane na zamki. Zdecydowałam się na zamki kryte, bo chcę, żeby były jak najmniej widoczne.



Zszyłam szwy  poniżej i powyżej wlotów kieszeni, nie doszywając ich jednak do samych punktów wyznaczających je. Wygoda szycia przede wszystkim.  Brakujące 2-3 centymetry szwu doszyję sobie po wszyciu zamka.



Dla własnej wygody użyłam zamków dłuższych niż otwory wlotów kieszeni. Będzie je łatwiej wszywać. Po obu końcach zamka będę miała po ok. 2 cm zapasu – nie będę zmuszona szyć tuż przy zakończeniach. Przypięłam zamek z jednej strony do wlotu kieszeni, a patkę wystającą z drugiej strony przypięłam sobie odsuwając ją na bok z pola szycia.



Użyłam stopki do zamków krytych. Widać, jak taśma z ząbkami zamka wsunięta jest w rowek stopki.

Gdybym przyszywała zamek do cieńszego materiału – podważyłabym tą taśmę odkręcając ją do góry – żeby maszyna szyła jeszcze milimetr bliżej taśmy, ale w przypadku tak grubego materiału to naprawdę nieistotne…



Zapięłam zamek i przypięłam jego taśmę do patki po drugiej stronie wlotu kieszeni.



Druga strona zamka – i taśma zamka wsunięta w drugi rowek stopki.



Doszywam brakujące fragmenty szwu łączącego części przodów powyżej i poniżej wlotów kieszeni.

To jest stopka przeznaczona w zasadzie do wszywania zwykłych zamków, ale świetnie się sprawdza jako stopka do szycia w „trudnych” miejscach – tam, gdzie zwykła stopka po prostu jechałaby przekrzywiona albo wręcz nie mieściłaby się. Skorzystałam też z funkcji pozycjonowania igły, o której to funkcji pisałam w poście o spodniach.



I zamek wszyty. Zabezpieczony rygielkami po obu jego końcach.



Czas na worki kieszeni. Skroiłam je z czegoś w rodzaju atłasu – z jednej strony śliskiego jak podszewka, z drugiej – matowego i niemal „flanelowatego”. W takim przypadku trzeba pamiętać, żeby worek kieszeni ułożyć śliską stroną do materiału wierzchniego – oba materiały nie będą się zaczepiały i haczyły, a kieszeń nie będzie się podwijała i nie trzeba będzie jej poprawiać po każdym wyjęciu z niej ręki.

Jeden worek przyszyłam do jednej strony wlotu kieszeni, przeszywając patkę razem z taśmą zamka. Drugi szew po wierzchu będzie trzymał worek kieszeni na miejscu i nie będzie się on wkręcał w zamek przy rozpinaniu.



Drugą część worka kieszeni skroiłam dodając ok. 1,5 cm przy wlocie. W tym przypadku autorzy wykrojów postąpili dokładnie odwrotnie do autorów wykroju, z którego korzystałam szyjąc kremową kurtkę. Tam zapas ten był już dodany do wykroju i krojąc drugą część worka kieszeni musiałam go odciąć.

Po przyszyciu worka kieszeni do taśmy zamka z drugiej strony – zszyłam razem obie części.



Teraz mogę już włożyć chusteczkę do kieszeni. Kieszonki raczej, bo nie jest duża – ale to wynika akurat z odległości do krawędzi zapięcia…

Tym razem szyjąc płaszcz postanowiłam trzymać się zasady – najpierw wykańczamy dekolt, potem bierzemy się za rękawy. A zasada ta jest niegłupia. Często bardzo nas interesuje ogólny obrys sylwetki, to, jak będziemy w gotowej rzeczy wyglądać. A tymczasem – wszyte rękawy stanowią jednak spore obciążenie dla niewykończonego dekoltu, który ma zawsze skłonności do rozciągania się i deformacji podczas przymiarek. A to jest potem bardzo trudne do poprawienia… O ile w ogóle możliwe w niektórych przypadkach… Poza tym – mniej będzie do wywracania i wywijania w trakcie pracy nad kołnierzykiem na stójce. A biorąc pod uwagę, że mój płaszcz jest odcinany w pasie, a doszycie dołów zostawię sobie na sam koniec – będzie mi się całkiem lekko pracowało ;-)



Początek szycia kołnierzyka całkiem podobny, jak w przypadku kremowej kurtki. Zewnętrzne krawędzie jednej części skroiłam szersze, za to zszyłam je z jednakowymi dodatkami na szwy. Powstał zapas na dole kołnierza.

Aha – sztywnik naprasowałam na część wewnętrzną – tę, która będzie stanowiła podporę.



Spinam ze sobą obie krawędzie dołu tak, by zlikwidować różnicę w zapasie – podsuwając nadmiar materiału w kierunku szwu górnego i tworząc fałdę. Oczywiście, nie jestem tego w stanie zrobić na całej krawędzi, bo brzegi kołnierza już są zszyte. W zasadzie dolną krawędź można na tym etapie przeszyć. Ja jednak zostawiłam ją spiętą.




 Przypinam teraz kołnierz prawą do prawej do jednej części stójki. Do spodniej części, podprasowanej sztywnikiem.



I – znów prawą do prawej – przypinam drugą część stójki. Zszywam wszystko razem jednym szwem.



Pionowe szwy stójki zszywam ma końcu. Mogę sobie na to pozwolić, bo w moim płaszczu krawędź kołnierza jest w jednej linii z krawędzią stójki. Stójka nie jest zapinana. I znów w ruch poszły stopka do zamków i pozycjonowanie igły.

Wykrój płaszcza nie przewidywał osobno krojonego obłożenia na karku. Ja jednak postanowiłam to dodać, bo płaszcz ocieplę pikowaną podszewką i nie chcę mieć na karku grubych zwałów szwów. Z tego też powodu stójkę przyszyję nie jednym szwem, a obie jej warstwy osobno.



Obłożenie tyłu skroiłam wg formy tyłu, dopasowując jego szerokość do szerokości obłożenia przodu. Jak w sukience na specjalną okazję. Na obłożenie naprasowałam od lewej strony sztywnik. Przyszywam krojone oddzielnie obłożenia przodu do krawędzi zapięcia, zszywam szwy ramion na obłożeniach.




Przyszywam zewnętrzną część stójki do wierzchniej części płaszcza. Porównując długość nasady stójki do długości krawędzi wierzchu płaszcza przy szyi wydaje się, że tego wierzchu jest za mało, że stójka jest dłuższa…



/Przepraszam za jakość zdjęcia. Jakoś jej nie zauważyłam w okienku aparatu…/

Natomiast po ułożeniu obu fragmentów w sposób, w jaki będą się układały na ciele /wokół szyi/ okazuje się, że ten nadmiar gdzieś zniknął… To wynika z grubości materiału. Wewnętrzny obrys krawędzi jest sporo mniejszy od zewnętrznego. To jest przykładem na to, że szycie ma sobie coś z rzeźbiarstwa i niektóre z czynności trzeba po prostu wykonać w ręku, a nie płasko rozkładając elementy na stole i próbując je ujarzmić…



Teraz przyszyję obłożenie przodu do części wierzchniej przodu, przy kołnierzyku, nie doszywając go do samego kołnierzyka. Znów – z powodu grubości materiału.



Powstały róg przytnę blisko szwów.



Przyszywam wewnętrzną część stójki do obłożeń.

Maszyny różnie sobie radzą ze zszywaniem grubych materiałów. Najczęściej mimo fastrygowania czy spinania szpilkami jedna część przesuwa się w stosunku do drugiej. Pomaga prowadzenie materiału w taki właśnie sposób – podając go łukiem z góry przed stopką.



I tak to wygląda po zszyciu. Pośrodku widać dodatki na szwy stójki i kołnierzyka zszyte razem, u góry i u dołu – części stójki przyszyte osobno do wierzchu płaszcza i obłożeń.



Gdybym chciała wszyć stójkę do płaszcza jednym szwem – miałabym do pokonania tyle warstw materiału . I tak gruby wałek dodatków na szwy…



Tymczasem – nacinam dodatek na szwy na obłożeniu i odpowiadający mu dodatek na wierzchniej części płaszcza – i rozprasowuję szwy nasadowe stójki na płask, skierowując dodatki w przeciwne strony. Najbardziej skrajne dodatki na szwy skierowane są teraz na zewnątrz od stójki, leżą odpowiednio na wierzchu płaszcza i na obłożeniach.



I do zszycia mam właśnie te dodatki – jak najbliżej szwów nasadowych stójki. Aż tak udało mi się dzięki temu zmniejszyć grubość tego szwu…



Gotowy kołnierz /szwy ramion płaszcza są wg projektu przesunięte do przodu/.

Teraz zajmę się rękawami. Składającymi się z dwóch części. Po zszyciu szwu łączącego wyglądają tak:



Widać, że nie mogę tak po prostu podwinąć rękawa, bo poszerza się on do góry i brakuje szerokości na dolnej krawędzi…



Wszywam go więc do pachy, decyduję na tym etapie, czy chcę wszyć poduszki, czy nie /a chcę – małe, ale chcę/, wpinam poduszki i dopiero teraz ustalam sobie długość rękawa – plus 4 cm na podłożenie. Przez całą szerokość podłożenia przeszywam oba szwy „popuszczając” maksymalnie dodatek na szwy – żeby przedłużyć obwód krawędzi rękawa, żeby można go było następnie wygodnie i bez fałd podszyć.



Jak widać – udało się.



Do główki rękawa wszywam pasek ociepliny – wypełni ona główkę i zapobiegnie „zapadnięciu się” rękawa poniżej szwu nasadowego. Powinien być wszyty tak, żeby  razem z dodatkami na szwy utworzyć „schodki”.



Mocuję poduszki.

Pozszywałam wszystkie części płaszcza w całość, tzn. do uszytej wcześniej góry /do talii/ dołączyłam zszyty osobno dół. Pozszywałam części z ocieplanej podszewki.



Podszewkę doszyłam do obłożeń płaszcza.

Wzdłuż krawędzi podłożenia rękawów przyprasowałam sztywnik.  Pora zająć się  wyznaczeniem długości rękawa z podszewki i przyszyciem go do podłożenia. Spięłam obie warstwy rękawa na szczycie główki i na dole rękawa.



Różowa szpilka – to krawędź podłożenia… Seledynowa – linia szwu łączącego obie części.



Widok od środka – szpilka w głębi to seledynowa – czyli linia szwu. Trzeba dodać zapas na szew i ok. 1 – 1,5 cm zapasu na luz. Szpilka różowa wyznacza teraz linię dolną podszewki.



Muszę teraz wywrócić obie części i dostać się do rękawa od lewej strony, wsuwając rękę wzdłuż szwu bocznego, między podszewkę i wierzch płaszcza. Żeby mi się przy tym rękawy nie przekręciły względem siebie – spinam odpowiadające sobie szwy podszewki i wierzchu.



Po wywróceniu całości przepinam szpilkę i wsuwam rękaw z wierzchniego materiału do rękawa z podszewki. Zszywam szwem dookoła, a podłożenie mocuję do wierzchu luźnym, szerokim ściegiem krzyżykowym.

Od lewej strony mocuję luźnymi ściegami rękaw podszewki z rękawem wierzchnim w okolicy pachy oraz szczytu ramienia, zszywając dodatki na szwy.

Teraz dół płaszcza – przypinam dolną krawędź na szerokość podłożenia i zaprasowuję.



Szpilki przypięłam inaczej, niż do szycia – i uważam, żeby nie najechać na nie żelazkiem. Mogą zostać odciśnięte ślady na tkaninie, już nie do naprawienia…

Przyprasowałam pasek ze sztywnika do wierzchu,  wzdłuż krawędzi podłożenia.



A teraz muszę trochę skrócić podszewkę. Do tej pory była długości wierzchu płaszcza, nie chcę jednak, żeby spod niego wystawała… Składam ją na pół i ścinam – na środku tyłu jakieś 2,5 cm, schodząc do zgubienia przy odłożeniach przodu.



Przyszywanie jej do dolnej krawędzi wygląda właściwie tak samo, jak w przypadku kremowej kurtki, ale nieco inaczej podcinam róg na dole – stopniując go, gdyż materiał jest gruby.

Krawędź podłożenia mocuję do wierzchu tak, jak w rękawach – luźnymi i długimi ściegami ręcznymi…

Podszewka, której użyłam, jest ocieplona w zasadzie symbolicznie – toteż mogłam sobie pozwolić na zszycie jej z wierzchem. Gdyby jednak była gruba – to lepiej byłoby podłożyć tylko wierzch płaszcza, a podszewkę  skrócić, podłożyć i przymocować luźnymi rygielkami do pionowych szwów dołu płaszcza – żeby nie uciekała za wysoko i nie odsłaniała lewej strony wierzchu.

Coraz więcej zdjęć mi się „cyka” z każdym następnym postem… Czyżbym zmierzała do czegoś w rodzaju komiksu?

Przydałyby się zdjęcia gotowego płaszcza ;-) Pojawią się, gdy tylko zorganizuję sesyjkę ;-)













wtorek, 16 października 2012

Spodnie z klapą – czyli słów parę o pozycjonowaniu igły




Nareszcie mogłam uszyć coś bez konkretnej potrzeby! Pomijając naturalną potrzebę posiadania kolejnej części odzieży… Ciucha… I na tym chyba ogólnopolskie słownictwo się kończy… Trochę szkoda, bo „odzież” brzmi bardzo oficjalnie i – używane na co dzień – sztucznie, a „ciuch” z kolei – za bardzo potocznie, w dodatku sugerując strojność i efektowność opisywanej rzeczy… No i na przykład nie bardzo pasuje do – dajmy na to – płaszcza czy spodni właśnie…

Jakieś inne rozwiązania? Bo mnie trochę chyba „przytkało” ;-)

Po przerzuceniu kupki żurnali znów zdecydowałam się na Knipmode, tym razem z maja 2012 i model 20.




Czy też lubicie taką prezentację, jak na zdjęciu? To jedyne zdjęcie tych spodni w czasopiśmie. Żadnych sugestii na temat szerokości nogawek, wysokości paska, obszerności w biodrach… Nic… Kocham to odwrotnie… Dobrze, że rysunek jest ;-)

Zadanie na dziś takie, jak zwykle – dostosować spodnie do sylwetki… Jak często to ostatnio bywa – „dorobiłam” sobie kolejny rozmiar – będzie widać kropeczki na częściach wykroju ;-)



Muszę skrócić spodnie w części biodrowej – bom niska. Wypróbowałam już nieraz, że muszę skracać zaszewki w spodniach i spódnicach, więc składam formę na takiej wysokości, żeby linia złożenia przebiegała na wysokości zaszewki, skracając ja zawczasu. Składając zwracam uwagę, by nie zakłócić przebiegu linii kierunku nitki.



Składam jeszcze raz – robiąc zakładkę o szerokości ok. 0,7 cm – bo już wcześniej na sobie wypraktykowałam, że powinna to być wystarczająca szerokość. W sumie – skracam część biodrową spodni o ok. 1,5 cm.



Tak to mniej więcej wygląda po złożeniu. Zaszewka będzie miała minimalnie inny przebieg, ale w zasadzie jest mi potrzebna tylko sugestia, gdzie ma się zacząć i skończyć ;-)

Ten sam manewr powtórzyłam na części przodu, na mniej więcej /jak się okazało – mniej niż więcej/ podobnej wysokości /odległości od górnej krawędzi/.



Formę przodu jeszcze trochę bardziej pomasakrowałam. Postanowiłam pójść za sugestiami Burdy odnośnie szycia spodni dla osób z brzuszkiem /bo takowy posiadam i spodnie nie zawsze leżą na mnie zadowalająco. Tzn. – kupne – w zasadzie nigdy ;-)/

Pocięłam formę przodu zgodnie ze wskazówkami i rozsunęłam go, jak nakazano – przedłużając linię szwu środka przodu o 0,5 cm.  Dodatek w pasie /w formie niby-to-zaszewki/ utworzył się sam.

I tu pcha się na usta pytanie - po co najpierw skracałam, żeby potem wydłużać? Ale - skracałam całe części przodu i tyłu - od szwu do szwu, a wydłużyłam - sam przód, dokładniej - najbardziej wydłużyłam środek przodu, ale boczne szwy nie zostały naruszone... I kiedy sobie przypomnę niektóre boje ze spodniami - kojarzy mi się, że kiedy spodnie idealnie leżały z przodu, to na bocznych szwach czasami tworzyły się fałdy - czyli długość linii szwu bocznego była za duża...



Poukładałam na sobie wszystkie części spodni, które zostaną naruszone tymi cięciami – tj. worek kieszeniowy z częścią boczną oraz boczną przednią część paska. Zaznaczyłam na czerwono, gdzie mają przebiegać cięcia.



Upinając części form na materiale i przygotowując je do skrojenia pilnowałam, żeby porozsuwać je na tę samą szerokość.



Zanim zabrałam się za obrzucenie brzegów ciętych kieszeni – przykleiłam po lewej stronie paski sztywnika szer. ok. 3 cm. W trakcie obrzucania i szycia te ucięte pod skosem w stosunku do przebiegu nitek materiału krawędzie na pewno rozciągnęłyby się i zdeformowały. Ważne, żeby zabezpieczyć je przed tym odpowiednio wcześnie.



Worek kieszeni przyszyłam do przodu spodni prawą do prawej, następnie odwróciłam na prawą stronę, zaprasowałam i przestębnowałam.

Tu warto zwrócić uwagę na pewien drobiazg…



Otóż często się zdarza, że stębnując taki brzeg kieszeni czy innej części – tzn. krojony pod skosem – materiał między krawędzią a stębnówką faluje się i nie da się tego rozprasować.



Wystarczy taką stębnówkę spruć i przeszyć ją w drugą stronę… Te dwa zdjęcia różnią się od siebie tym, że jedna stębnówka była szyta z góry do dołu, a druga – z dołu do góry…



Przyszyłam drugą część worka kieszeni /z częścią boczną/ - tylko do zaznaczonego na wykroju miejsca, zostawiając nie zszyte brzegi, podwinięte na 0,5 cm.  Powinnam podłożyć je na całą szerokość dodatku na szwy, ale doszłam do wniosku, że to niepotrzebnie przedłużyłoby linię, wzdłuż której przebiega dodatkowa warstwa materiału. Do szczęścia mi niepotrzebna. ;-) Dzięki tym rozcięciom środkowa część przodu będzie się odchylała jak klapa – żeby móc spodnie ubrać ;-)

Zszyłam nogawki spodni – najpierw szwy boczne, potem środkowe i na końcu – szew kroku.



Pasek znów wszyłam po swojemu… Podobnie jak odszycia dekoltu w sukience… Najpierw zszyłam górne krawędzie poszczególnych części paska /tzn. zszyłam wierzchy ze spodami wzmocnionymi sztywnikiem/. Górne krawędzie zaprasowałam tak, żeby wierzch wysunąć 1 mm ponad linię szwu. Będą „okrąglejsze”, bardziej obłe. W zasadzie – powinnam o tym pomyśleć na etapie krojenia i skroić wierzchy szersze o jakieś 2 mm – cóż, szerokość gotowego paska będzie o ten nieszczęsny milimetr mniejsza.




Środkową wierzchnią przednią część paska przyszyłam do przedniej części spodni prawą do prawej. Dopiero potem zszyłam szwy pionowe – w zasadzie miałam do wyboru – czy szyć te szwy jak przedłużenie linii kieszeni, czy możliwie prostopadle do górnej krawędzi paska. Wybrałam ten drugi wariant.

Pasek tyłu i części boczne paska najpierw przyszyłam do górnej krawędzi spodni – osobno, dopiero potem zszyłam je ze sobą.




 
Tu widać, że mści się zmiana szerokości podwinięcia dodatku na szew w worku kieszeni – muszę zmniejszyć dodatek na szew bocznej części paska i szyć w połowie jego szerokości. I tu mała dygresja…

Maszyna radzi sobie lepiej z transportowaniem materiału, gdy stopka dociska materiał równomiernie. Gdy cała leży na materiale, a nie częściowo wisi w powietrzu. Można to porównać z jazdą samochodem po drodze z koleinami i wybojami. Autem rzuca na prawo i lewo. Narzekamy wtedy na drogę, czy na samochód? Taką sytuację miałabym właśnie teraz. Warto wtedy skorzystać z opcji pozycjonowania igły – o ile maszyna ją posiada. Moim zdaniem jest to jedna z koniecznych funkcji. Stopka sunie wzdłuż krawędzi materiału, a igłę przesunęłam w prawo. Widać centralne nacięcie na stopce…



Tę samą funkcję wykorzystałam przyszywając spodnią część paska – szyjąc w rowku szwu nasadowego /łączącego część „spodniową” z wierzchnią częścią paska/. Wykorzystałam stopkę do ściegu owerlokowego – ma ona wysuniętą do przodu płozę, która w zasadzie służy do zawijania niteczek i nierówności materiału przed obrzuceniem krawędzi zygzakiem czy ściegiem owerlokowym – ale w tym wypadku pomaga utrzymać linię szycia. Sęk w tym, że nie można używać tej stopki szyjąc ściegiem prostym z igłą ustawioną centralnie – bo igła natychmiast uderzyłaby w „mostek” rozluźniający ścieg owerlokowy… Wystarczyło przestawić igłę…

Oczywiście, pozycjonowanie igły pomaga też w obszywaniu stębnówkami – w niestandardowej odległości od brzegu materiału. Wystarczy wybrać pozycję igły i stębnując prowadzić stopkę przy samym brzegu. Jest też bardzo przydatne przy naprawach – gdy trzeba poprowadzić szew blisko stałej, niemożliwej do usunięcia przeszkody – np. zatrzasku czy nitu.



Albo – w trakcie szycia wzdłuż brzegu obrzuconego owerlokiem – żeby trzymać się odległości od brzegu, a żeby stopka przy tym nie była „podważona” z jednej strony zgrubieniem owerlokowych ściegów.

Wracając do spodni… „Dzięki” ich krojowi – tzn. zapięciu w formie klapy – nie mogłam ich przymierzyć na żadnym wcześniejszym etapie… Dopiero po wszyciu paska, czyli praktycznie na samym końcu, gdy wszystko było już pozszywane i niemal wykończone. Ale – okazało się, że oba manewry z modelowaniem form zdały egzamin na piątkę! Zaszewki z tyłu kończą się, gdzie powinny, nie ma fałdki pod paskiem z tyłu, obwód w pasie – idealny, bez poprawek, a same spodnie nie są za krótkie z przodu, na brzuchu… Bo gdy są za krótkie – to mają tendencję do zjeżdżania w dół, wtedy albo próbuje się dopasować je paskiem, który wtedy pije, brzuch robi się bardziej wypukły, zaszewki czy zakładki źle się układają… Albo podciąga się spodnie do góry – i wtedy tworzą się skośne fałdy od środka przodu w kierunku na boki…

Natomiast – miałam problem z tzw. „camel toe”… Chyba oczywiste, że nie zaprezentowałam defektu na zdjęciu ;-) Przy okazji znalazłam bardzo ciekawy artykuł na temat tej przypadłości – dementujący pogłoski, jakoby działo się to, gdy ktoś próbuje się wbić w za ciasne spodnie. No bo jak za ciasne, skoro jest nadmiar materiału z przodu? A to jest błąd w konstrukcji spodni, mający zmniejszyć ilość materiału zużywanego na etapie krojenia spodni. Efekt bardzo pożądany w przypadku produkcji masowej, ale czemu – u licha – coś takiego ma miejsce w żurnalu dla amatorek? Odpowiedzią może być – sugestia zakupu mniejszej ilości materiału… To może mieć jakiś sens… Ktoś zastanawiający się nad kupnem materiału na spodnie przychylniejszym okiem spojrzy na sugestię kupna 40 cm mniej…  No nie wiem zresztą… To moje pierwsze spodnie z Knipmode – może jestem niekompatybilna?

Artykuły na temat „camel toe” znajdują się na blogu „Fashion Incubator”.






Tu na zdjęciu – poszczególne etapy walki o optymalny szew środkowy… Nadmiar materiału po przymiarkach oczywiście wycięłam, bo ciągnąłby niemiłosiernie…

Jeszcze może parę uwag końcowych – w większości przypadków dodatki na szwy rozkładam na dwie strony szwu, ale wyjątek robię m.in. dla zewnętrznego szwu nogawek spodni z ciętymi kieszeniami.  Nie ma co się męczyć z zaprasowywaniem na bok grubej krawędzi kieszeni, która i tak będzie miała tendencje do wykręcania się z powrotem i odstawania. Obrzucanie obu krawędzi osobno też nie ma sensu – z tego samego powodu. Pilnuję się bacznie podkładając dolne krawędzie nogawek – rozkładając szwy wewnętrzne i zwracając uwagę, w która stronę skierować dodatki zewnętrznego szwu. Nie cierpię, jeśli przy prasowaniu „kupnych” spodni okazuje się, że tego nie przypilnowano… A stębnowanie dołu spodni zaczynam zawsze od szwu wewnętrznego, żeby zejście stebnówki nie wypadło na zewnątrz…



No i tu nieszczególnie efektowne zdjęcie finałowe. Spodnie okazały się wygodne, w sam raz szerokie…Na swoją obronę dodam, że materiał to niezbyt gruba bawełna z czymś sztucznym /stąd pewnie te kłaczki widoczne na niektórych zdjęciach/ - generalnie materiał na tyle lekki, że nie chce opadać w dół i stąd tworzą się fałdy. No i nie będę ich nosić tak, jak na zdjęciu, a zawsze przysłonięte wyłożoną na wierzch bluzką czy innym „topem” ;-)  Po prostu – chciałam pokazać spodnie tak, jak wyglądają – a mogłam założyć do nich tunikę do pół uda i usiąść na krzesełku… Zdjęcie byłoby wtedy „jak z żurnala”… ;-)